|
Ale była objazdówka... - czyli wyjazd 4x4 - 23.10.11
Piękne, niedzielne przedpołudnie zgromadziło pod Casto całkiem spora grupę klubowiczów. Łącznie kilkanaście aut i prawie 20 osób. Dzisiaj gościliśmy jedną załogę z Tarnowskich Gór i sympatycznego kolegę z Czeladzi. Wybraliśmy się na dawno nie rozjeżdżane tereny. Zapowiadało się niewinnie, ale było jak zawsze... Nie wiedzieć czemu, wyjazd obfitował w awarie.
Guma stracił amortyzator - kawał żelastwa oderwany od ramy - aż dziwne, a potem jeszcze zasilanie.
Na wyraźną prośbę Tomka: „dziękuję temu co wiecie, że znowu rzucił to co wiecie i skończyło się tak jak wiecie...” Ale o tym szaaaa... Irkowi Azji padły hamulce, Robertowi skończył się prąd i linka sprzęgła. Kołnierzyk znowu usiłował parkować na boku, a Bartek miał kłopociki z załączaniem napędów. Jedynym autem bez awarii była Bolkowa „Suczka”. Co prawda Irkowi tez nic nowego się nie zepsuło, ale pewnie dla tego, że tam i tak dawno nic już nie działa. Na szczęście wyłączając amor Gumy wszystkie awarie udało się naprawić w terenie. Sprawne są te nasze inżynieryjne chłopaki... Jak przystało na całodzienny wypad za miasto, koszy piknikowy przypominał róg obfitości. Ognisko i smażone mięska wzmocniły nas i podniosły na duchu. Ruszyliśmy dalej zamęczać sprzęciory.
Po przeprawach przez błota i drzewiaste gęstwiny, dotarliśmy do znanej góry, która nie jednego twardziela zdołała już pokonać. Pierwszym śmiałkiem, który podjął wyzwanie był Jarek. Jego 4,2 litrowy silnik opleciony otuliną z Patrola z wielka gracją i bez żadnego wysiłku wspinał się kilkadziesiąt metrów w górę po niemal pionowym podjeździe. Kolejny w gronie twardzieli był Irek Azja. Miał trochę oporów, ale żona w ramach interwencji terapeutycznej naprostowała mu myślenie... Zwycięstwo! Koledzy pokonali nie tylko przeszkodę terenową, ale i własne lęki i słabości. Jak się okazuje, teren potrafi czynić cuda.
Reasumując... wszyscy żyją. Sprzęty naprawimy bez większych problemów, więc już dzisiaj możemy zacząć planować kolejne eskapady.
P.S. Usiłowałem się skupić i dopisać jeszcze kilka linijek, ale siedzący obok mnie Azja nadaje z taką intensywnością, że aż we łbie huczy... |