Kto uwolnił demony??

RAJD NIEPODLEGŁOŚCINa dobrze znanym terenie, Prezes wymłodził same nowe odcinki. Już od wielu tygodni raczył Klubowiczów coraz to bardziej ekstremalnymi pomysłami. On wymyślał, a my testowaliśmy. Zasada była prosta… jeśli nikt nie zginął przy pokonywaniu przeszkody, to znaczy, że będzie się nadawać.

 

Żeby nie bawić się w zbędne formalności ofiary od razu zakopywaliśmy na miejscu zdarzenia, a ich pojazdy wodowaliśmy w „jeziorku”…

Ci, którzy spodziewali się lightu jak na „Off-Roadowym Dniu Kobiet”, mogli się poczuć zawiedzeni. Natomiast poszukiwacze hardcoru mieli mnóstwo powodów do radości. To był prawdziwy, ciężki rajd przeprawowy. Kto by się spodziewał, że na naszej starej, poczciwej Hołdzie można zmajstrować coś takiego. Hektolitry adrenaliny wpompowane w żyły, kałuże potu wyciśnięte z pilotów i mnóstwo zamęczonego na śmierć sprzętu…

Na starcie pojawiło się kilkadziesiąt załóg. Większość zmotana jak stalowa, górna szczęka mojej sąsiadki. Najliczniejszą grupę stanowiły „elektryki”, ale „mechaników” też pojawiło się wyjątkowo dużo. Nowością było otwarcie bardzo widowiskowej klasy quadów, które i tym razem nie zawiodły . Twórcą filmowego hitu dnia został załogant quada nr 22, który ostatecznie zajął III miejsce w swojej kategorii. Wjeżdżając na jedną z prawie pionowych skarp odbił się od  korzenia, załadował kołem w drzewo i nakrył się swoją trzystukilogramową maszyną jak babuleńka puchową pierzyną…

RAJD NIEPODLEGŁOŚCICała ekipa oglądała później ten film na ekranie i-coś tam zrywając boki ze śmiechu. Na szczęście nic się nikomu nie stało. No może nie licząc jednego skaleczonej przy otwieraniu piwa nożem łapki – ale to już po rajdzie.

Podstawową przyczyną wykruszania się zawodników były kłopoty z windami. Jednym już na pierwszym „oesie” zabrakło prądu, inni palili w nich silniki, a jeszcze inni zgłaszali problemy z hamulcem czy sprzęgłem.

No cóż… teren zabija żelazo! Parcia na pudło nie pokonały nawet wyjątkowo liczne boczki. Pierwszy zaliczyli chłopcy ze zmoty już 3 minuty po rozpoczęciu rajdu, a potem to już jakoś poszło… Po przeanalizowaniu wyników - zaskoczenie! Gdyby zrobić jakąś klasyfikację generalną okazało by się, że samochody z wyciągarkami elektrycznymi radziły sobie jeszcze lepiej niż mechaniki. Ciekawe…

Reasumując, impreza się udała. Dziękujemy naszym sponsorom, firmom MOTUL i TITANIUM WINCH oraz przyjaznym duszom z Urzędu Miejskiego w Czeladzi. Bez nich i bez ciężkiej pracy Klubowiczów nie było by tego i wielu innych naszych off-roadowych wydażeń.