ZACIĘTA WALKA O PUCHAR PREZESA MTK 2010

SIWY - MARCIN KORPOKNie wiem, co miał obiecane za wygranie tych zawodów SIWY, ale gość był jak Bulterier, jak Tomy Lee Jones w „Ściganym”.

Przejazd kilku załóg odsłonił to, co kryło runo leśne. Z każdą następną załogą robiło się coraz ciekawiej. Ja miałem to szczęście, że jechałem, jako drugi i SIWY z Krzyśkiem nie zdołali przeorać bardzo trasy, mimo to kilka razy musiałem użyć wyciągarki.

Każdy, z kim rozmawiałem przed startem zarzekał się „ … Ja jadę delikatnie, szkoda auta, jestem tu dla dobrej zabawy itd.…”. Natomiast wszystko się zmieniało jak sędzia na starcie dmuchnął w gwizdek oznaczający CZAS START!

 

Momentalnie w powietrzu unosił się zapach (delikatnie powiedziane) przegrzanych silników i sprzęgieł. Każdy z nasz za wszelką cenę chciał zdobyć jak najwięcej pieczątek w wyznaczonym przez organizatorów czasie 20min.

Pierwszy dzień zmagań dla większości załóg to odcinek miedzy pierwszą a siódmą pieczątką. Dwie załogi miały małe awarie (tutaj wielkość awarii mierzy się w PLN) tak, więc te awarie były dla tych załóg małe. SIARRA, a w zasadzie jego ludzie reanimowali sprzęgło w JEEPIE do 3:00 nad ranem.

U MAŁEGOA jak jesteśmy przy słowie "małe" to nie sposób zapomnieć o „MAŁYM” w rzeczywistości wielkim chłopie, który dokarmiał nas swoim cateringiem. I jak przystało na polowe warunki była kiełbaska, grochówka, bigos i jeszcze parę innych potraw. Nie mogło zabraknąć Browarka na zimno jak i na ciepło.

Późnym wieczorem po zakończeniu zmagań dnia pierwszego nastał czas na wspólną biesiadę przy ognisku. Osoby, które pozostały miały okazję oglądać pokazy nocnej jazdy w wykonaniu Rafała w Vitarze. Rafałowi puściły hamulce i o dziwo nie w Vitarze tylko w okolicach centralnego ośrodka nerwowego. Chłopak poczuł moc,  która niespodziewanie  przeniosła go na betonowy płot, (bo kto w lesie stawia płot i to betonowy). Tym samym  zgromadził całkiem sporą publikę. Co się działo dalej wtajemniczeni wiedzą i pewnie chętnie tą tajemną wiedzą się podzielą.

Niedziela to kolejny dzień zmagań.

KRZYSIEK

 Na starcie pojawiły się nowa załoga, która w dniu poprzednim nie startowała mowa o GIGAMAXACH. Leszek i Wojtek po 6 pieczątce zostali pokonani przez awarię swojej Suzuki Samurai. Reszta dnia upłynęła na rywalizacji załogi SIWY i Krzysiek z załogą Piotra i Adama znanymi jako PROTETYCY. Ostatecznie triumfowali Siwy z Krzychem. Krzysiek tak bardzo wczuł się w rolę pilota, że nawet ostatnią górkę pokonał na czterech ciągnąc linę z wyciągarki. Króliczek z reklamy DURACELL przy Krzyśku wysiada.

 

 

Po zakończeniu rywalizacji i rozdaniu pucharków, trasa stała się ogólnodostępna i kilka załóg postanowiło się pobawić w błotku. Na sam koniec dnia postanowiliśmy z GUMĄ, że przejedziemy trasę jego Patrolem zwanym „EL DIABLO”. I wszystko szło jak z płatka do dziury przed 7 pieczątką, bo właśnie w tym miejscu zaliczyliśmy wklejkę i na domiar złego wyciągarka odmówiła współpracy. A kto wie jak wygląda „EL DIABLO” to ma pojecie, co to dla nas oznaczało. Po kilku nieskutecznych próbach wyjechania na kołach z tego bagna, temperatura wskoczyła na niebezpieczny poziom. Nam również pewne parametry życiowe (CIŚNIENIE) wzrosło do bardzo niebezpiecznego poziomu! Z uwagi na fakt braku w pobliżu odpowiedniego sprzętu do wyciągnięcia GUMY z dziury pełnej błota.

VITARAPo kilku chwilach narady i zinwentaryzowaniu sprzętu, który pozostał na terenie MTK, decyzja padła na Mnie i „ZŁOMKA”, bo jako jedyny pozostałem z wyciągarką. Kilka sztuczek, w które zaangażowaliśmy pasy szekle i zblocza pozwoliły wytargać GUMĘ na twarde to znaczy na mniej miękkie od tego gdzie przebywał przez ostatnie 30min. Pozostałą część trasy pokonał na własnych kołach. Tym miłym akcentem zakończyliśmy dwa dni zabawy.

Na koniec odholowałem do domu PRAWIE sprawną Vitarę a jak wiemy PRAWIE ROBI WIELKĄ RÓŻNICĘ.

Ciekawe ile osób ma tak jak ja?

Jak widzę Vitarę to mam ochotę wysłać SMS o treści „POMAGAM”.

Pozdrawiam
Robert